Dawno nie byłem w Lewoczy, ostatni raz chyba jakieś cztery lata temu, nawet poza sezonem letnim. Artykuł ze zdjęciami znajdziecie w dziale wycieczki. Może nawet z upływem czasu Lewocza tak mnie oczarowała tego lata. Ale dowiedziałem się dużo więcej o tej wizycie w Lewoczy…
Z miejscowości Vrbov do Lewoczy jest niecałe 21 km.

Zaparkowaliśmy tuż przy murach zewnętrznych. Po przekroczeniu kamiennej bramy szliśmy przez około pół godziny ulicami wokół murów – by chłonąć atmosferę historycznego miasta.

Naprawdę się udało, nawet nie próbując. Po udaniu się do centrum miasta, wpadliśmy w oko muzeum.
Przypadkowo wystawiali tam kulturę spiską - była to wystawa etnograficzna. Skupiła się więc na obyczajach Spiszu, ubiorach, gwarach, typowym życiu i wszystkim, o czym można by pomyśleć o Spiszu i zwyczajach, które niestety powoli odchodzą w zapomnienie. Przyznaję, że nie jestem typem muzeum, ale ten pokaz nas kopnął. Był bardzo dobrze opisany, wiele przykładów, przykładów i ozdobiony napisami w gwarze spiskiej, jak na poniższych zdjęciach.

W pierwszych pokojach szczegółowo wyjaśniono typową zabudowę spiską. Ciekawie było przeczytać, że w naszym kraju nadal obowiązuje wiele zwyczajów, być może z małymi różnicami.

Na zdjęciach znajdziecie również próbki futer, strojów ludowych. I formy, które zostały ręcznie wyrzeźbione i wtłoczone w tkaniny.

A skoro przy wejściu doradzono nam kupno biletu do pozostałych dwóch muzeów, musieliśmy iść dalej 🙂
Potem było muzeum znajdujące się w ratuszu, gdzie było wiele dokumentów o Lewoczy, o jej historii, gdzie Lewocza wciągnęła mnie jeszcze bardziej w swoją historię. W XVI wieku było to bardzo rozwinięte miasto i właśnie na tej paradzie znajdziesz na jego temat dowody.

Potem trzeba było odwiedzić dom Mistrza Pawła - na pewno słyszeliście. Ma tam dedykowaną kolekcję w domu na placu, którego kiedyś był właścicielem. Jednak z tych trzech pokazów ten był chyba najsłabszy.

Poniższe zdjęcia pokazują już zdjęcia z centrum miasta. Ciekawe były także „żywe” posągi, które umieszczono pod ratuszem. Wyglądali naprawdę świetnie. Widziałem Henry'ego Forda (w postaci posągu) poważnie przestraszonego przez 5-letniego chłopca, gdy zmienił pozycję 🙂

A jakimi bylibyśmy turystami, gdybyśmy nie poszli i nie zobaczyli kościoła św. Jakubie, gdzie jednak Mistrz Paweł przygotował najwyższy gotycki ołtarz na świecie? Zwiedzanie kościoła odbywa się co pół godziny. Kościół jest piękny z dużą historią, o której chciałbyś dowiedzieć się więcej. Niestety akompaniament jest słaby, więc jeśli chcesz, możesz uczyć się w sieci w domu. Mieliśmy nawet wrażenie, że niemieccy turyści (w ogóle błogosławieni w Lewoczy) otrzymywali w kościele więcej informacji niż Słowacy.
Słaby występ nie zepsuł jednak naszego doświadczenia w Lewoczy. Poszliśmy więc na kawę, deser. Cóż, tutaj też nie byliśmy podekscytowani. Jedno z dwóch ciastek było prawie niejadalnym všakiem. Ale to też nie popsuło nam nastroju! Myslím i mam to na myśli, Lewocza ma atmosferę, którą na próżno tu opiszę, po prostu trzeba jej doświadczyć.
Zachęceni historią, a zwłaszcza pierwszym przedstawieniem, w którym naprawdę przyswoiliśmy wiele informacji, zdecydowaliśmy się odwiedzić dwór w Markuszowcach. Jak go znaleźliśmy? Cóż, czytamy o nim na pierwszej - wystawie etnograficznej w Lewoczy.

Dodaj komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.